Reklama

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 167. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 167. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 9 lipca 2020

Rozmawia teściowa z zięciem...


Noc poślubna...


Uczestniczka programu "Nasz nowy dom" opowiedziała jak naprawdę program wygląda za kulisami.



Czy zastanawialiście się jak program "Nasz nowy dom" wygląda za kulisami? Czy cała metamorfoza na prawdę trwa tylko 5 dni? Pewna rodzina, która chciała pozostać anonimowa wyznaje całą prawdę, gdyż brała udział w tym programie.




Program "Nasz nowy dom" trwa już 7 lat i cieszy się dużą oglądalnością. Pierwszy odcinek wyemitowano 23 września 2013 roku. Czy rzeczywiście wszystko jest tak, jak pokazane jest w telewizji?

Pewna rodzina, która jako jedna z pierwszych brała udział w programie rozwiała nasze wątpliwości. Chciała ona jednak pozostać anonimowa.




- O tym, że jest taka możliwość wzięcia udziału w programie ,,Nasz nowy dom" dowiedzieliśmy się przez Fundację, ponieważ to do nich telewizja zwróciła się z prośbą o wskazanie rodzin, które mają dom na własność i ciekawą historię życiową. Budynek miał spełniać ich oczekiwania, czyli nie szukali pałacu ani ruiny. Sam proces od zgłoszenia nas przez Fundację do momentu samego remontu trwał 3 miesiące. Trzymanie nas w niepewności i napięciu. W ten sposób budowali w nas większe emocje co widać w programie gdy pada: "wyremontujemy wasz dom"- wspomina kobieta, której dom został wyremontowany.




W programie to Katarzyna Dowbor podejmuje decyzję o remoncie, jednak ta zapada o wiele wcześniej, a podejmuje ją sama produkcja.

- Pierwszy dzień nagrywania był bardzo długi i męczący, sam materiał nagrań to około 9 godz. (tylko pierwszego dnia). Kolejność wydarzeń była taka sama jak jest pokazane w programie, jedynie rozciąga się to w czasie czyli: 15 minut to 9 godz., a 5 dni to w naszym przypadku 7 dni, ale słyszałam, że rodziny przebywały w hotelu nawet dwa tygodnie - wyznaje uczestniczka.




Wszyscy zastanawiają się czy program ten jest reżyserowany. Uczestniczka wspomina, że było kilka sytuacji, do których rodzina musiała się dostosować.

- Ujęć i wywiadów było bardzo dużo, a faktycznie pokazane było może 30% z całego materiału i to tak naprawdę decyduję telewizja, w jaki sposób dana rodzina będzie przedstawiona i odebrana przez oglądających. Kazali nam porozrzucać ubrania, żeby pokazać brak miejsca na te czy inne rzeczy. Czym większy bałagan lub brudne ściany czy grzyb, tym lepiej - opowiada kobieta.




Jak wygląda kontakt z produkcją po zakończeniu nagrań?

- Po powrocie za kilka dni przyjechali do nas z umową do podpisania i na tym nasz kontakt się skończył. Nie podjęli żadnej próby kontaktu -odpowiada uczestniczka.


Zdrowa w łonie matki Eliza urodziła się głęboko upośledzona przez lekarzy. Dostała 0 pkt w skali Apgar.



Pani Natalia i pan Robert są ze sobą już od kilku lat. Oboje wychowywali się w niepełnych rodzinach, dlatego pragnęli o tym by stworzyć swoją własną. Gdy kobieta skończyła 18 lat wraz z ukochanym zdecydowali się na dziecko.





Natalia Wójcik wyznaje, że Eliza była planowanym dzieckiem. Miała być dopełnieniem szczęścia i miłości. Jak mówi jej partner Robert Wójcik, chcieli stworzyć rodzinę, by było do kogo wracać.

Ciąża przebiegała prawidłowi i bez żadnych komplikacji. Natalia była pod opieką lekarza z Lublina i tam miała rodzić. Niestety z powodu pandemii wszystko uległo zmianie. Kobieta musiała urodzić w najbliższym szpitalu w Parczewie.




Robert wspomina, że jedyne czego się obawiał to tego, że ukochana będzie tam sama, nie będzie miał kto jej potrzymać za rękę. Dziecko było zdrowe, więc nawet przez myśl mu nie przeszło, że Natalia może przeżyć taki horror będąc pod opieką lekarzy.

- Kiedy lekarz przyszedł, zobaczył datę mojego urodzenia, bez wahania powiedział, że rodzimy. Skoro jestem młoda to sobie poradzę. Kiedy zrobiono mi pomiar miednicy, pielęgniarka spytała go, czy może lepiej wykonać cesarskie cięcie. Lekarz powtórzył, że jestem młoda to sobie poradzę. Zalecił oksytocynę i poszedł sobie – opowiada pani Natalia.




Po podaniu oksytocyny pacjentka powinna być cały czas monitorowana przy pomocy badania KTG.

- Położna naprawdę się starała. Lekarz się ze mnie śmiał. Powiedział coś w stylu: Chciałaś dziecko? Umiałaś je zrobić? To teraz masz – relacjonuje Natalia.

Nikt z personelu nie rozmawiał z młodą mamą, nikt nie informował jej o przebiegu porodu. Mimo zagrożenia funkcji życiowych dziecka kobiecie kazano wstać i przejść do innej sali.




- Kiedy akurat byłam podpięta pod KTG, dziecku zaczęło spadać tętno. Nie wiadomo, ile razy to miało miejsce, bo nie byłam cały czas monitorowana. Wpadłam w panikę, zaczęłam krzyczeć. Oni to widzieli i zignorowali. Chwilę potem próbowali ją wypchnąć, to się okazało, że Eliza już nie oddycha. Nagle położna stwierdziła: będzie cięcie – opowiada pani Natalia.

- Położna krzyczała do mnie: szybciej, bo zabijesz dziecko. Dotarło do mnie po chwili, że Eliza nie płacze. Spytałam dlaczego, ale mnie ignorowano. Zaczęłam bardzo krzyczeć, wręcz wyć, mówiąc że chce zobaczyć dziecko. Usłyszałam: Zamknij pysk i się nie drzyj – wspomina młoda matka.




Dziewczynka po porodzie dostała 0 punktów w skali Apgar i trafiła do specjalistycznej kliniki, gdzie wprowadzono ją w stan hipotermii i rozpoczęto walkę o życie. Młodą mamę umieszczono zaś w sali, w której inna świeżo upieczona mama cieszyła się ze swojego macierzyństwa i mogła przytulać i karmić swoje dziecko. Natalia swojej córki Elizy nie widziała nawet po porodzie.

Z powodu pandemii pan Robert nie mógł odwiedzić w szpitalu swojej partnerki. Nie wiedział co się dzieje i nie udzielono mu żadnych informacji. Personel zwyczajnie go ignorował.




- Nie chcieli udzielić mi żadnych informacji. Argumentowali, że nie są pewni, czy rozmawiają z ojcem dziecka. Do szpitala wejść nie mogłem. Natalia zadzwoniła do mnie, że córkę zabrano do szpitala. Ponowiłem telefon do szpitala w Parczewie, gdzie zapewniono mnie, że z dzieckiem jest wszystko w porządku, ale potrzebuje pomocy z oddychaniem, dlatego ją tam skierowano. Dopiero tam, w szpitalu specjalistycznym dowiedziałem się, że stan mojej córki jest tragiczny – opowiada pan Robert.

W tym samym czasie pani Natalia przebywała w szpitalu w Parczewie z powodu powikłań po cesarskim cięciu. Podczas niego uszkodzono jej pęcherz, czego lekarze nie zauważyli.




Dyrektor naczelny SPZOZ Janusz Hordejuk twierdzi, że nie ma powodów by doszukiwać się jakichkolwiek błędów medycznych.

Córka pani Natalii i pana Roberta 3 tygodnie walczyła o życie. Niedotlenienie spowodowało zamartwicę. Dziewczynka nie widzi, nie płacze, nie porusza się i nawet nie potrafi ssać.Ma ostrą padaczkę, a jej mózg jest aktywny tylko w 30%.




Eliza w każdej chwili może umrzeć. Zaniepokojeni rodzice ciągle sprawdzają czy dziewczynka oddycha. Uczą się specjalistycznej opieki i szukają lekarzy, którzy powiedzą jak będzie rozwijać się ich córeczka.




wtorek, 7 lipca 2020

Ta piękna kobieta jest mamą 9 dzieci. Nie uwierzycie ile ma lat :O




Trudno uwierzyć, że na początku Satu Nordling Gonzalez miała duże problemy
z zajściem w ciążę. Lekarze powiedzieli jej, że nigdy nie będzie miała dzieci,
wtedy się załamała. Jednak los sprawił, że obecnie jest mamą 9 dzieci.
35-latka pochodzi z Finlandii, na co dzień prowadzi popularny blog parentingowy
"My Baby Dolls" w którym opisuje swoje codzienne życie z dziećmi. Ma aż dziewiątką
pociech: 12-letnią Nicole, 11-letnią Vanessą, 10-letnimi bliźniakami Jonathanem i Danilo,
 7-letnią Olivią, 6-letnim Kevinem, 5-letnią Celiną, 2-letnią Isabelle, oraz 3-miesięczną Melanie.




Rodzina od wielu lat mieszka w Szwecji. Kobieta podkreśla, że od 13 lat przez większość
czasu jest w ciąży. Blogerka dodaje, że od dziecka marzyła, aby mieć dużą rodzinę.
,,Już jako mała dziewczynka wyobrażałam sobie gromadkę dzieci wokół siebie. Większość
 osób nie wie, że początkowo miałam ogromne problemy z zajściem w ciążę. Poroniłam,
 było wiele komplikacji... W jednej z klinik leczenia niepłodności powiedzieli mi, że
 nigdy nie zostanę mamą" wyznała. Przyznaje też, że bez wsparcia męża, wychowanie tak
 sporej gromadki dzieci byłoby ciężkie.



Nie uwierzysz z czym w rączce przyszedł na świat ten noworodek. To wręcz niemożliwe!



Ten maluch to niezwykle silny bobas. Noworodek z Wietnamu na świat przyszedł ze spiralą antykoncepcyjną w rączce. Zdjęcia tuż po porodzie obiegły cały świat. Noworodek trzymający spiralę domaciczną to niecodzienny widok.




- Ten maluch jest bardzo odważny! Pokonał antykoncepcję matki, by dołączyć do nas na tym ziemskim padole. Niesamowite! - napisano na profilu szpitala w Haiphong w Wietnamie, dołączając niezwykłe zdjęcia noworodka.







34-letnia matka niemowlęcia stosowała spiralę, która miała uchronić ją przed ciążą. Jak widać każda metoda może zawieść, tak jak w tym przypadku. Zdjęcia tuż po porodzie dziecku zrobił położnik Viet Phuong, który nawet nie sądził, że to zdjęcie obiegnie cały świat.

Dodał także, ze najważniejsze, że maluszek urodził się zdrowy. Ważył 3,5 kg.
Spirala zawiodła, bo najprawdopodobniej się przemieściła.




Szokujący eksperyment blogerów: Przygotowali taką samą listę zakupów i zrobili je w Polsce i Niemczech, a następnie porównali. Nie uwierzysz, jaki jest wynik!

  Polscy młodzi blogerzy: Dawid i Kuba wpadli na pomysł, aby sprawdzić, gdzie można kupić taniej? W Polsce czy w Niemczech? Przygotowali ...