Reklama

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYKUŁY NOWE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ARTYKUŁY NOWE. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2020

Bydgoszcz: Zbiorowy gwałt na młodej dziewczynie. Sprawcy użyli pigułki gwałtu.


Do zbiorowego gwałtu doszło w centrum Bydgoszczy. Młoda choć już pełnoletnia dziewczyna została zgwałcona przez czterech mężczyzn, którzy użyli do tego czynu pigułki gwałtu. Grozi im do 12 lat więzienia.




W ostatni weekend w centrum Bydgoszczy młoda dziewczyna wraz z czterema oprawcami imprezowała w jednym z bydgoskich klubów. Prawdopodobnie tam ją odurzono i zaciągnięto do mieszkania znajdującego się w okolicy.

Służby ze względu na dobro dziewczyny niechętnie wypowiadają się w temacie tej sprawy.




-Mogę tylko potwierdzić, że takie postępowanie prowadzimy, dotyczy ono zbiorowego gwałtu w Bydgoszczy, którego mieli dokonać czterej pełnoletni, ale młodzi mężczyźni w jednym z mieszkań. Ustalono, że w czynie użyto tak zwanej "pigułki gwałtu"- mówi Adam Lis, zastępca szefa prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ, która prowadzi


piątek, 10 lipca 2020

Czy wiesz, ze woda jest dopiero na 10. miejscu napojów, które skutecznie gaszą pragnienie? Zobacz, które napoje są skuteczniejsze.


Pewnie ciężko będzie w to uwierzyć ale przed czystą wodą jest jeszcze 9 napojów, które skuteczniej nawadniają organizm i gaszą pragnienie.




Naukowcy z Uniwersytetu St. Andrews pod okiem Ronalda Maughana wzięli pod lupę 13 najbardziej popularnych napojów. Jak się okazuje zwykła woda, jak i woda gazowana są praktycznie na końcu listy jeśli chodzi o nawodnienie. Znacznie lepiej wypadły napoje zawierające białko, tłuszcz i nieznaczne ilości cukru. O wiele lepiej nawadniają i utrzymują ten stan na dłużej.





Skład napoju ma ogromne znaczenie. Długość określonego stanu nawodnienia zależna jest od tego jak organizm reaguje na napój. Mleko w przeciwieństwie do wody zawiera laktozę białko tłuszcz i sód. Znajdujące się w mleku składniki zatrzymają wodę w organizmie. Podobnie będą działać elektrolity, które oprócz sodu zawierają w swoim składzie jeszcze potas i cukry.

Z reguły im więcej cukru w napoju, tym efekt nawodnienia będzie gorszy, dlatego lepiej sięgać napoje niesłodzone, gdyż cukier w żołądku pozostaje dłużej niż woda.




Co z kawą? Jeśli będzie ona zawierać nie więcej niż 80 mg kofeiny będzie gasić pragnienie podobnie jak woda. W przypadku zbyt wielkiej ilości kofeiny kawa będzie miała właściwości odwadniające. Na szczęście można dodać do niej mleka, jednak już wtedy będzie ona dostarczać nam kalorii. wszystko zależy od tego ile takich kaw dziennie wypijamy.

Naukowcy wzięli pod lupę 13 napojów Efekt nawodnienia oceniali po 4 godzinach od wypicia danego napoju. Które z nich gaszą pragnienie najlepiej?





1.Odtłuszczone mleko
2.Doustne roztwory do nawadniania
3.Mleko pełnotłuste
4.Sok pomarańczowy
5.Cola
6.Cola dietetyczna
7.Zimna herbata
8.Herbata
9.Napój izotoniczny
10.Woda niegazowana
11.Woda gazowana
12.Jasne piwo
13.Kawa

Jesteście zaskoczeni?




czwartek, 9 lipca 2020

Uczestniczka programu "Nasz nowy dom" opowiedziała jak naprawdę program wygląda za kulisami.



Czy zastanawialiście się jak program "Nasz nowy dom" wygląda za kulisami? Czy cała metamorfoza na prawdę trwa tylko 5 dni? Pewna rodzina, która chciała pozostać anonimowa wyznaje całą prawdę, gdyż brała udział w tym programie.




Program "Nasz nowy dom" trwa już 7 lat i cieszy się dużą oglądalnością. Pierwszy odcinek wyemitowano 23 września 2013 roku. Czy rzeczywiście wszystko jest tak, jak pokazane jest w telewizji?

Pewna rodzina, która jako jedna z pierwszych brała udział w programie rozwiała nasze wątpliwości. Chciała ona jednak pozostać anonimowa.




- O tym, że jest taka możliwość wzięcia udziału w programie ,,Nasz nowy dom" dowiedzieliśmy się przez Fundację, ponieważ to do nich telewizja zwróciła się z prośbą o wskazanie rodzin, które mają dom na własność i ciekawą historię życiową. Budynek miał spełniać ich oczekiwania, czyli nie szukali pałacu ani ruiny. Sam proces od zgłoszenia nas przez Fundację do momentu samego remontu trwał 3 miesiące. Trzymanie nas w niepewności i napięciu. W ten sposób budowali w nas większe emocje co widać w programie gdy pada: "wyremontujemy wasz dom"- wspomina kobieta, której dom został wyremontowany.




W programie to Katarzyna Dowbor podejmuje decyzję o remoncie, jednak ta zapada o wiele wcześniej, a podejmuje ją sama produkcja.

- Pierwszy dzień nagrywania był bardzo długi i męczący, sam materiał nagrań to około 9 godz. (tylko pierwszego dnia). Kolejność wydarzeń była taka sama jak jest pokazane w programie, jedynie rozciąga się to w czasie czyli: 15 minut to 9 godz., a 5 dni to w naszym przypadku 7 dni, ale słyszałam, że rodziny przebywały w hotelu nawet dwa tygodnie - wyznaje uczestniczka.




Wszyscy zastanawiają się czy program ten jest reżyserowany. Uczestniczka wspomina, że było kilka sytuacji, do których rodzina musiała się dostosować.

- Ujęć i wywiadów było bardzo dużo, a faktycznie pokazane było może 30% z całego materiału i to tak naprawdę decyduję telewizja, w jaki sposób dana rodzina będzie przedstawiona i odebrana przez oglądających. Kazali nam porozrzucać ubrania, żeby pokazać brak miejsca na te czy inne rzeczy. Czym większy bałagan lub brudne ściany czy grzyb, tym lepiej - opowiada kobieta.




Jak wygląda kontakt z produkcją po zakończeniu nagrań?

- Po powrocie za kilka dni przyjechali do nas z umową do podpisania i na tym nasz kontakt się skończył. Nie podjęli żadnej próby kontaktu -odpowiada uczestniczka.


Zdrowa w łonie matki Eliza urodziła się głęboko upośledzona przez lekarzy. Dostała 0 pkt w skali Apgar.



Pani Natalia i pan Robert są ze sobą już od kilku lat. Oboje wychowywali się w niepełnych rodzinach, dlatego pragnęli o tym by stworzyć swoją własną. Gdy kobieta skończyła 18 lat wraz z ukochanym zdecydowali się na dziecko.





Natalia Wójcik wyznaje, że Eliza była planowanym dzieckiem. Miała być dopełnieniem szczęścia i miłości. Jak mówi jej partner Robert Wójcik, chcieli stworzyć rodzinę, by było do kogo wracać.

Ciąża przebiegała prawidłowi i bez żadnych komplikacji. Natalia była pod opieką lekarza z Lublina i tam miała rodzić. Niestety z powodu pandemii wszystko uległo zmianie. Kobieta musiała urodzić w najbliższym szpitalu w Parczewie.




Robert wspomina, że jedyne czego się obawiał to tego, że ukochana będzie tam sama, nie będzie miał kto jej potrzymać za rękę. Dziecko było zdrowe, więc nawet przez myśl mu nie przeszło, że Natalia może przeżyć taki horror będąc pod opieką lekarzy.

- Kiedy lekarz przyszedł, zobaczył datę mojego urodzenia, bez wahania powiedział, że rodzimy. Skoro jestem młoda to sobie poradzę. Kiedy zrobiono mi pomiar miednicy, pielęgniarka spytała go, czy może lepiej wykonać cesarskie cięcie. Lekarz powtórzył, że jestem młoda to sobie poradzę. Zalecił oksytocynę i poszedł sobie – opowiada pani Natalia.




Po podaniu oksytocyny pacjentka powinna być cały czas monitorowana przy pomocy badania KTG.

- Położna naprawdę się starała. Lekarz się ze mnie śmiał. Powiedział coś w stylu: Chciałaś dziecko? Umiałaś je zrobić? To teraz masz – relacjonuje Natalia.

Nikt z personelu nie rozmawiał z młodą mamą, nikt nie informował jej o przebiegu porodu. Mimo zagrożenia funkcji życiowych dziecka kobiecie kazano wstać i przejść do innej sali.




- Kiedy akurat byłam podpięta pod KTG, dziecku zaczęło spadać tętno. Nie wiadomo, ile razy to miało miejsce, bo nie byłam cały czas monitorowana. Wpadłam w panikę, zaczęłam krzyczeć. Oni to widzieli i zignorowali. Chwilę potem próbowali ją wypchnąć, to się okazało, że Eliza już nie oddycha. Nagle położna stwierdziła: będzie cięcie – opowiada pani Natalia.

- Położna krzyczała do mnie: szybciej, bo zabijesz dziecko. Dotarło do mnie po chwili, że Eliza nie płacze. Spytałam dlaczego, ale mnie ignorowano. Zaczęłam bardzo krzyczeć, wręcz wyć, mówiąc że chce zobaczyć dziecko. Usłyszałam: Zamknij pysk i się nie drzyj – wspomina młoda matka.




Dziewczynka po porodzie dostała 0 punktów w skali Apgar i trafiła do specjalistycznej kliniki, gdzie wprowadzono ją w stan hipotermii i rozpoczęto walkę o życie. Młodą mamę umieszczono zaś w sali, w której inna świeżo upieczona mama cieszyła się ze swojego macierzyństwa i mogła przytulać i karmić swoje dziecko. Natalia swojej córki Elizy nie widziała nawet po porodzie.

Z powodu pandemii pan Robert nie mógł odwiedzić w szpitalu swojej partnerki. Nie wiedział co się dzieje i nie udzielono mu żadnych informacji. Personel zwyczajnie go ignorował.




- Nie chcieli udzielić mi żadnych informacji. Argumentowali, że nie są pewni, czy rozmawiają z ojcem dziecka. Do szpitala wejść nie mogłem. Natalia zadzwoniła do mnie, że córkę zabrano do szpitala. Ponowiłem telefon do szpitala w Parczewie, gdzie zapewniono mnie, że z dzieckiem jest wszystko w porządku, ale potrzebuje pomocy z oddychaniem, dlatego ją tam skierowano. Dopiero tam, w szpitalu specjalistycznym dowiedziałem się, że stan mojej córki jest tragiczny – opowiada pan Robert.

W tym samym czasie pani Natalia przebywała w szpitalu w Parczewie z powodu powikłań po cesarskim cięciu. Podczas niego uszkodzono jej pęcherz, czego lekarze nie zauważyli.




Dyrektor naczelny SPZOZ Janusz Hordejuk twierdzi, że nie ma powodów by doszukiwać się jakichkolwiek błędów medycznych.

Córka pani Natalii i pana Roberta 3 tygodnie walczyła o życie. Niedotlenienie spowodowało zamartwicę. Dziewczynka nie widzi, nie płacze, nie porusza się i nawet nie potrafi ssać.Ma ostrą padaczkę, a jej mózg jest aktywny tylko w 30%.




Eliza w każdej chwili może umrzeć. Zaniepokojeni rodzice ciągle sprawdzają czy dziewczynka oddycha. Uczą się specjalistycznej opieki i szukają lekarzy, którzy powiedzą jak będzie rozwijać się ich córeczka.




wtorek, 7 lipca 2020

Nie uwierzysz z czym w rączce przyszedł na świat ten noworodek. To wręcz niemożliwe!



Ten maluch to niezwykle silny bobas. Noworodek z Wietnamu na świat przyszedł ze spiralą antykoncepcyjną w rączce. Zdjęcia tuż po porodzie obiegły cały świat. Noworodek trzymający spiralę domaciczną to niecodzienny widok.




- Ten maluch jest bardzo odważny! Pokonał antykoncepcję matki, by dołączyć do nas na tym ziemskim padole. Niesamowite! - napisano na profilu szpitala w Haiphong w Wietnamie, dołączając niezwykłe zdjęcia noworodka.







34-letnia matka niemowlęcia stosowała spiralę, która miała uchronić ją przed ciążą. Jak widać każda metoda może zawieść, tak jak w tym przypadku. Zdjęcia tuż po porodzie dziecku zrobił położnik Viet Phuong, który nawet nie sądził, że to zdjęcie obiegnie cały świat.

Dodał także, ze najważniejsze, że maluszek urodził się zdrowy. Ważył 3,5 kg.
Spirala zawiodła, bo najprawdopodobniej się przemieściła.




poniedziałek, 6 lipca 2020

To były ostatnie 4 sekundy ich życia. wiedzieli, że zaraz zginą.



Mateusz miał zaledwie 29 lat, miał trzy córeczki, a 42-letni Tomasz nie zdążył zamieszkać w nowym domu. Podczas pracy doszło do wypadku. Obaj spadli z 11. piętra wieżowca, który budowali na osiedlu w Rzeszowie.






Znajomy ofiar wypadku powiedział, że jeszcze chwilę przed nim wszyscy żartowali w szatni. Nikt nie wie jak do tego doszło. Weszli oni na sam szczyt rusztowania. Gdy spadli pobiegli z pomocą, jednak nie było żadnych szans na to by im pomóc. Zmarli na miejscu.

Policja ustaliła, że obaj mężczyźni weszli na ostatnie piętro bloku, by rozebrać rusztowanie, które prawdopodobnie oderwało się od ściany budynku przez co mężczyźni stracili równowagę i spadli z 33 metrów wprost na gruzowisko na placu budowy. Upadek trwał 4 sekundy.





Tomasz wybudował dom obok rodziców, do którego jeszcze nie zdążył się wprowadzić. Mateusz był mężem i ojcem trójki dzieci.

– Osierocił trzy córeczki. Najmłodsza ma dopiero 1,5 roku. To był uczciwy i pracowity chłopak. Wcześniej jeździł za granicę. Troszczył się o rodzinę. Chciał, aby niczego jej nie brakowało – współczuje jedna z sąsiadek.




Prace na budowie przerwano. Prokuratura oraz Państwowa Inspekcja Pracy prowadzą postępowanie.




Zdjęcia Ani Przybylskiej z ostatnich dni życia są bardzo wzruszające.


Anna Przybylska zmarła w 2014 roku mając zaledwie 37 lat. Śmierć znanej i lubianej aktorki wstrząsnęła całą Polską. Ania pomimo choroby ciągle była uśmiechnięta i cieszyła się życiem. W ostatnich dniach swojego życia regularnie była aktywna na swoim Instagramie, gdzie wrzucała zdjęcia, które na prawdę są poruszające.




Ania pomimo sławy jaką zdobyła zawsze była osobą bardzo skromną i życzliwą. Nikt nie powiedziałby o niej złego zdania. Najważniejsza zawsze dla niej była rodzina, którą stawiała na pierwszym miejscu.

Przybylska, gdy była nastolatką straciła ojca. Sama pragnęła dużej rodziny. Wraz z Jarosławem Bieniukiem stworzyła wymarzony dom. Pomimo, że nie był on jej mężem, zawsze mówiła o nim "mój mąż". Para planowała się pobrać w przyszłości.




Pomimo choroby aktorka wciąż była radosna i zarażała wszystkich swoim uśmiechem i optymistycznym podejściem do życia. Wyróżniała się nietuzinkowym poczuciem humoru, a także dystansem do siebie.

Posty i zdjęcia, które dodawał na swoim profilu na Instagramie widnieją do dziś.


Ten wpis miał być formą życzeń urodzinowych dla synka Igora.







Ania wyróżniała si ogromnym dystansem do siebie. Poczucie humoru nigdy jej nie opuszczało. Potrafiła rozbawić i dodać energii. Dodając powyższe zdjęcie napisała: "zielono mi jakoś".







"Uwielbiam Swoją Pracę!!!!
Zawsze w doborowym towarzystwie!!"







Reklamy Playa z udziałem Ani były prawdziwym hitem.







Zdjęcie z butami było ostatnim, jakie dodała aktorka. Napisała pod nim:  „Moje kochane New Balancy...”. Pod zdjęciem spekulowano, że mogło być ono w pewnym sensie symbolem pożegnania, odchodzenia.







Każdy dzień dla Ani był przepełniony pozytywną energią, która zarażała innych.
"Kochani Przesyłam Wam tę Pozytwną Energię, która Towarzyszyła mi Dziś!!! Miłego Weekendu".

Wpisów tego typu było mnóstwo na jej profilu.


Ania zachęcała swoje obserwatorki do aktywności fizycznej. W jej zdjęciach i filmikach nie brakowało poczucia humoru.







To zdjęcie jest dowodem na to, że Ania na prawdę miała niesamowite poczucie humoru i ogromny dystans do siebie. "Wybielone ząbki"- takim opisem opatrzyła fotografię z maską na twarzy.


wtorek, 30 czerwca 2020

Jak mieszka Kasia Dowbor? Jej 160-metrowa willa zadziwia.

div class="separator" style="clear: both; text-align: center;">

Katarzyna Dowbor do tej pory miała już 6 domów. Ta 160-metrowa willa pod Warszawą okazała się być jej miejscem na ziemi. To jak sama mówi dom jej marzeń.




-To jest dom, który urzekł mnie od pierwszego wejrzenia. Nie przesadzę, jak powiem, że to jest dom moich marzeń. Wymyśliłam go sobie przed laty. Wszystkie poprzednie domy miały coś z niego, ale to nie było to. Wybór podwarszawskiej miejscowości nie był przypadkowy. – Od lat mam tu dużo przyjaciół i tu się najlepiej czuję, więc mój dom marzeń nie mógł być nigdzie indziej. Kupiłam go od mojej znajomej, która traktowała go jako swoją letnią rezydencję – opowiada Dowbor.




Dokładnie dwa lata temu, gdy Katarzyna przekroczyła próg tego domu, już wiedziała, że chce w nim mieszkać.

– Weszłam, mój pies od razu wskoczył na kanapę, a ja powiedziałam: „Chcę tu mieszkać!”. Akt notarialny podpisałam zupełnie przypadkowo w dniu moich urodzin, czyli 7 marca. To zatem przeznaczenie!




Dziennikarka jest ciągle w trasie ze względu na program "Nasz nowy dom", dlatego jak sama twierdzi jej dom musi być taki, w którym czuje się najlepiej na świecie i ten właśnie taki jest.

 -Kocham ten stan, kiedy zapadam się w kanapę z wielkimi poduchami, otoczona moimi zwierzętami- wyznaje dziennikarka.




– Muszę mieć dużo tak zwanych durnostojek, czyli rzeczy, które lubię, bo urządzają wnętrze. Dla niektórych to tylko przedmioty, które zbierają kurz, ale według mnie tworzą klimat. Bez tego nie mogłabym żyć. Czuję się tu tak dobrze, że to na pewno mój ostatni dom. Niczego mi w nim nie brakuje!





























poniedziałek, 29 czerwca 2020

12-latka przez kilkanaście godzin była gwałcona przez siedmiu żołnierzy.

12-letnia dziewczynka zaginęła 21 czerwca. Okazało się, że została uprowadzona. Matka dziewczynki odnalazła ją po kilkunastu godzinach. W tym czasie jednak zdarzyło się coś przerażającego.

12-latka z  plemienia Emberá (rdzenna ludność Kolumbii) zamieszkiwała tereny rezerwatu w Santa Cecilia, w gminie Pueblo Rico. Została uprowadzona przez siedmiu żołnierzy, gdy niedaleko ich obozu zbierała agawę.

Żołnierze przetrzymywali dziewczynkę i gwałcili ją przez 17 godzin. Mężczyźni byli rekrutami z batalionu San Mateo i odbywali obowiązkową służbę wojskową.
Wszyscy są w wieku od 18 do 22 lat. Przyznali się do winy. Grozi im do 30 lat  pozbawienia wolności.

W Kolumbii 18 czerwca przyjęto nową ustawę, na mocy której osoby oskarżone o przestępstwa seksualne na dzieciach mogą zostać skazane nawet na dożywocie.
Prezydent Kolumbii  Ivan Duque  przyznał, że będzie starał się, by żołnierze, którzy dopuścili się gwałtu byli osądzeni według nowego prawa.

W Kolumbii co trzecia kobieta pada ofiarą gwałtu. Większość z ofiar jest nieletnia. Według najnowszych danych z Kolumbii, w pierwszych miesiącach 2020 roku przemocy seksualnej doświadczyło tam 5800 osób poniżej 18 roku życia.




Dorota Wellman poważnie chora. Boryka się z nieuleczalną chorobą

Dorota Wellman jest jedną z najpopularniejszych dziennikarek telewizyjnych. Wyznanie gwiazdy TVN poruszyło wielu Polaków.  Wellman, znana z programu „Dzień Dobry TVN”  ujawniła, że jest nieuleczalnie chora.

Podczas wywiadu wyjawniła również, że mimo poważnej choroby musi borykać się z czymś jeszcze. Okazuje się, że jej przeciwnicy nie oszczędzają jej nawet w tak trudnych  chwilach.

Wellman  opowiedziała o tym, że codziennie spotyka się falą krytyki dotyczącą jej wyglądu.

" Słyszę o sobie świnia, baleron, wieloryb. Nie będę się wieszać z tego powodu, bo to jest dla mnie, mało istotne. Ja wiem, kim jestem. A to, że ktoś lubi pluć, to niech sobie pluje. Myślę, że nie należy się tym przejmować" - mówiła Wellman podczas wywiadu.

" Moja waga to konsekwencja zaburzeń gospodarki hormonalnej, które będą ze mną do końca życia. No albo można było mieć dziecko, albo zaburzenia hormonalne, to ja już wybieram dziecko i nawet nie dyskutuję" - mówiła prezenterka.



piątek, 26 czerwca 2020

Kiedy choruje tarczyca, wszystko się zmienia


Chora tarczyca nie boli i zazwyczaj długo nie pojawiają się objawy. Niestety skutki zaburzeń w pracy tego gruczołu mają wpływ na cały organizm. Chorób tarczycy – nadczynności, niedoczynności, choroby Hashimoto, choroby Gravesa-Basedowa – nie wolno lekceważyć.

Tarczyca reguluje wewnętrzne spalanie. Gdy tarczyca produkuje za mało hormonów spada metabolizm. W organizmie gromadzą się w nadmiarze glukozoaminoglikany (tzw. GAGI), które zatrzymują wodę. Jeśli odkładają się pod skórą - powstaje obrzęk, jeżeli w jelitach - powodują zaparcia, wokół serca - mogą utrudniać poważnie pracę tego mięśnia.

Tarczyca jest wielkości dużego motyla. To gruczoł wydzielający do krwi hormony odpowiadające za prawidłowy rozwój. Te hormony to tyroksyna (w skrócie oznaczana symbolem T4) i trójjodotyronina (T3). Odgrywają one bardzo istotną rolę w funkcjonowaniu układu nerwowego, układu krążenia oraz układu ruchu. Hormony te odpowiadają za prawidłowy rozwój. 
Do najczęstszych chorób tarczycy zaliczamy:

• niedoczynność tarczycy,

• nadczynność tarczycy,

• wole obojętne,

• wole guzkowe,


• autoimmunologiczne zapalenie tarczycy, czyli AZT

• nowotwór złośliwy tarczycy.


Najczęstszą przyczyną niedoczynności jest zapalenie tarczycy, w szczególności choroba Hashimoto spowodowana niszczeniem komórek tarczycy przez nieprawidłowo działający układ odpornościowy. 
Przyczyny niedoczynności tarczycy mogą być być rozmaite - od choroby autoimmunologicznej po uraz mechaniczny.
Przyczyną problemu może być też uszkodzenie tarczycy - czy na skutek zażywania pewnych leków, czy w wyniku zabiegów chirurgicznych.

"Niedoczynność może mieć charakter wrodzony. Czasami przyczyną zaburzonej pracy tarczycy jest choroba przysadki, która produkuje hormon tyreotropowy – TSH, regulujący czynność tarczycy.

Niedoczynność tarczycy jest jednym z objawów choroby autoimmunologicznej, która toczy się w całym organizmie." - czytamy na medonet.pl.

Objawy niedoczynności tarczycy u poszczególnych chorych mogą mieć różne natężenie - przy łagodnej niedoczynności mogą być one bardzo trudne do zaobserwowania. Niestety, nieleczona niedoczynność tarczycy może prowadzić do chorób serca i układu krążenia, niepłodności, a w skrajnych przypadkach do przełomu tarczycowego i śpiączki hipometabolicznej. 


Przy niedoczynności tarczycy mogą występować objawy takie jak: bóle głowy, nietolerancja zimna, zaparcia, obniżenie nastroju, stan chronicznego zmęczenia, a nawet depresja.

Inne objawy niedoczynności tarczycy:
-męczliwość
-duszność wysiłkowa
-spłycenie oddechu
-nadmierna senność
-stałe odczuwanie zimna (nawet w upalne dni)
-częste zaparcia

-sztywność mięśni
-ból stawów
-przyrost wagi mimo braku apetytu
-ochrypły głos
-słabsza pamięć
-osłabiona zdolność koncentracji
-obrzęk powiek
-"nalana" twarz
-często pojawia się tzw. drugi podbródek
-obrzęk szyi
-zanikają dołki nad obojczykami
-zaburzenia miesiączkowania
-łamliwość i wypadanie włosów
-przerzedzanie się brwi

-sucha skóra
-utrata owłosienia w dołach pachowych
-obniżenie nastroju i myśli depresyjne
-objaw "brudnych kolan", "brudnych łokci"
-ślepota zmierzchowa
-zatrzymanie wody w organizmie
-trudności z utrzymaniem ciąży
-impotencja
-zmniejszenie libido
-objawy choroby wieńcowej
-bradykardia zatokowa
-spowolnienie ruchów
-gromadzenie się płynu w otrzewnej


W diagnozowaniu niedoczynności tarczycy podstawą są badania hormonalne. Najpierw sprawdza się stężenie TSH we krwi - gdy jego wynik jest powyżej normy, należy sprawdzić poziom tyroksyny (fT4). Jeśli mamy do czynienia z pierwotną niedoczynnością tarczycy, wynikającą z choroby tego gruczołu, to podwyższonemu stężeniu TSH towarzyszyć będzie obniżony poziom fT4.

Leczenie niedoczynności tarczycy polega na regularnej suplementacji brakujących hormonów tarczycy, czyli na przyjmowaniu preparatów tyroksyny.  Najnowsze badania dowodzą, że kluczem do prawidłowego funkcjonowania pracy tarczycy i niwelowania stanu zapalnego jest prawidłowa i zbilansowana suplementacja, która uzupełnia niedoborową dietę. Wykazano bowiem, że odpowiednio dobrane witaminy i mikroelementy wykazują zarówno działanie usprawniające pracę tarczycy jak i oddziaływanie holistyczne wobec całego organizmu - przyczyniając się znacznie do poprawy jego funkcjonowania.


Medonet.pl opisał historię dwóch kobiet chorujących na niedoczynność tarczycy:
"Hanna H. Chmielewska, 58 lat, Warszawa, wydawca poradnika dla pacjenta „Jak żyć z Hashimoto?” i założycielka Fundacji JakMotyl: Mam dwoje dzieci i wnuczkę – wszyscy cierpimy z powodu Hashimoto i zaburzeń współistniejących. Choroba zmieniła mnie i moje życie. Nie pamiętam, kiedy się to zaczęło, ale jestem w stanie wskazać sytuacje, które z dużym prawdopodobieństwem przyczyniły się u mnie do uruchomienia procesów chorobowych. Wczesne dzieciństwo kojarzę z ostrym bólem kolan, wzdęciami i biegunkami – byłam wówczas przedszkolakiem – w tamtych czasach podstawą żywienia było mleko i jego przetwory. Jako nastolatka przeżyłam załamanie nerwowe w związku ze śmiercią mojej Mamy. Od tego momentu już nic nie było takie same. Mając 22 lata urodziłam córkę – ciąża trudna i życie po niej też. Mając 28 lat poroniłam. Tuż po czterdziestce urodziłam syna – całą ciążę bardzo źle się czułam. Niedługo po porodzie zaczęłam mieć różne dotkliwe objawy: zmęczenie na przemian z pobudzeniem i euforią, brak napędu, huśtawki nastroju, tycie i chudnięcie, bóle i sztywnienie mięśni oraz stawów, bóle głowy. Mój mózg ogarniała mgła – życie toczyło się, jakby za szkłem. Nie mogłam znaleźć przyczyny. Wędrówka od lekarza do lekarza była stratą czasu i pieniędzy. Wyniki badań były wciąż „w normie”, więc powinnam czuć się dobrze. Od lekarzy słyszałam, że wiek, praca, życie – powinnam się do tego przyzwyczaić. Dramatyczne załamanie przyszło na przełomie 2003/2004r. – nie byłam w stanie funkcjonować. Zaczęłam zaniedbywać pracę (prowadziłam swoją firmę), w bardzo krótkim czasie przestałam pracować. Rozsypałam się, straciłam firmę i doczekałam się diagnozy: choroba afektywna – dwubiegunowa. Ten stan trwał kilka lat. Byłam w regularnej psycho i farmakoterapii przez cztery lata – leczenie nie przynosiło poprawy, było coraz gorzej. Kontrolne wyniki badań znowu „w normie” (wyjątkiem był podwyższony poziom cholesterolu).

ŻADEN z lekarzy (a byłam u kilkudziesięciu!) nie szukał przyczyny mojego stanu! Wyniki badań były jedynym wyznacznikiem – nikogo nie obchodziło jak się czuję! W przebiegu toczącej się choroby bywały okresy, gdy czułam się lepiej, czasami wręcz miewałam stany euforii. To wtedy uświadomiłam sobie, że moja córka (mająca wówczas 25-26 lat) choruje od dzieciństwa na niedoczynność tarczycy typu Hashimoto. Objawy miałyśmy podobne… Przeczuwałam, że moja depresja jest skutkiem, a nie przyczyną. Wykonałam USG tarczycy – opis wskazywał, że tarczyca ma zaledwie 5 ml., jest zwłókniona i zmieniona zapalnie, przeczytałam: „Zmiany w tarczycy charakterystyczne dla choroby Hashimoto”. BINGO! Podobną diagnozę miał mój syn. A przecież nasze wyniki badań były zawsze w tzw. normie! Byłam pewna, że jestem na właściwym tropie! To był bardzo trudny początek „nowego życia”. Poszukiwania informacji na temat chorób autoimmunologicznych doprowadziło mnie do niemieckiego poradnika dla pacjentów. Redakcja tekstu przetłumaczonej książki przyniosła zrozumienie, a wydanie jej było moją kotwicą. Każdego dnia odkrywałam coś nowego. Zrozumienie choroby jest trudnym procesem, ale dzięki temu zaczęłam odzyskiwać siebie. Od tego czasu minęło 6 lat – czas wzlotów i upadków. Choroba przewlekła uczy pokory – musiałam wprowadzić sporo zmian, dotyczyły one wielu aspektów życia. Najistotniejszym były zmiany w żywieniu. Pomimo tego, że byłam wegetarianką i dbałam o zdrowe odżywianie, musiałam wprowadzić rewolucję – zaczęłam jeść mięso a wyeliminowałam: zboża, nabiał i cukier. Ja i moja rodzina mamy świadomość sięgania po produkty, które nam służą. Moje traumatyczne doświadczenia zamieniłam na coś pozytywnego – chorobę „zaprzęgłam do roboty”. Odzyskałam autonomię w myśleniu i w życiu. Wielokrotnie w chorobie byłam sama i opuszczona. Dla moich bliskich życie ze mną w chorobie na pewno było trudne, jednak wytrwali, a ja znalazłam swój cel! Od 2010r. prowadzę stronę internetową Hashimoto.pl, a w 2013r. założyłam fundację – każdego dnia dzielę się swoimi doświadczeniami, zdobytą i zdobywaną wciąż wiedzą. Organizujemy konferencje z wykładami specjalistów oraz warsztaty kulinarne (gotują Hashimotki). Hashimoto jest jednym z wielu elementów dużo większej układanki, dlatego na chorego patrzymy całościowo, widząc w nim człowieka."


"Jadwiga Białobrzeska-Urbańczyk, 65 lat, Racibórz – założycielka i administratorka na Facebooku „Hashimoto – Grupa Wsparcia” oraz Polskiego Stowarzyszenia Hashimoto; od 5 lat – emerytka (wcześniej współtwórczyni dwóch firm z branży stalowej – ich była prezes i vice prezes): Moja historia, to historia osoby starającej się poznać chorobę, która dotknęła moich najbliższych: córkę, siostrę, męża i siostrzeńca. Najcięższe doświadczenia przeżywałam w związku z chorobą córki, która pomimo podjętych prób ku diagnozie (wcześniejszych badań, zauważanych objawów) nie została przez lekarzy odpowiednio wcześnie zdiagnozowana. Nieleczona choroba spowodowała ogólny rozstrój organizmu włącznie z obrzękami oczu, PCOS, insulinoopornością, łysieniem plackowatym i wieloma ciężkimi dolegliwościami. Diagnozę postawił (po sześciu latach błąkania się nas od lekarza do lekarza) radiolog (przez zupełny przypadek przy okazji innego badania!) W 2011r. postanowiłam poznać tę chorobę – wtedy na temat chorób autoimmunologicznych niewiele było wiadomo. Lekarze chyba nie zdawali sobie sprawy, jaki to problemem, lekceważyli. Kiedy zgromadziłam już wiele informacji, postanowiłam podzielić się nimi, 06.07.2011r. utworzyłam profil na Facebooku. Zainteresowanie było ogromne! Chorzy w komentarzach poruszali nawet intymne sprawy, np. libido czy problemy z zajściem w ciążę. Dla ochrony przed hejtami utworzyłam 17.02.2013r. zamkniętą grupę „Hashimoto – grupa wsparcia” [red. na dzień: 04.02.2016r. liczy ona: 10527 członków plus 200 do zaakceptowania – codziennie przybywa nowych!], która ma na celu wymianę doświadczeń i wzajemne wspieranie się osób z chorą tarczycą, głównie z Hashimoto.

Niedługo potem kilkanaście osób z tej grupy skrzyknęło się i po długich przygotowaniach założyliśmy Polskie Stowarzyszenie Chorych na Hashimoto, które 21.02.2014 r, zostało zarejestrowane w KRS; zostałam prezesem. Na Grupie Wsparcia jest dostępne „ABC Hashimoto” a także lista polecanych lekarzy, publikacji związanych z chorobami autoimmunologicznymi oraz wiele innych istotnych informacji. Okazało się, że chorzy mają wiele problemów, jak np.: nadwaga, zespół jelita drażliwego, bardzo sucha skóra (często skłonna do wyprysków), łuszczyca, bielactwo, depresja, nie wspominając o endometriozie, problemach z zajściem w ciążę, czy chorujących na Hashimoto dzieciach. Dlatego założyłam podgrupy tematyczne, co było niezwykle trafną decyzją. Czuję, że przyczyniłam się do pomocy i wsparcia ogromnej rzeszy chorujących osób – w zdiagnozowaniu ich choroby, lub jej wykluczeniu. To takie ważne!" 


Na medonet.pl czytamy również historię Marty, Ilony, Marty i Przemka oraz dwóch innych osób.
"Marta Plebanek, 47 lat, Warszawa, lekarz internista z II st. specjalizacji (specjalista chorób wewnętrznych), w trakcie specjalizacji z endokrynologii: Od dziecka mam problem z bólami brzucha po jedzeniu, ciągłe biegunki, wysypki (oznaka nietolerancji laktozy, ale to wiem dziś). W wieku szkolnym biegunki zniknęły, ale wysypki pozostały. Lekarze czepiali się mamy, że mam niedobór wagi. Gdy miałam 10 lat przeżyłam silny wstrząs – powiesił się mój bliski kolega z klasy. Lekarz, który mnie leczył od dziecka zauważył, że powiększył mi się obwód szyi (robił mi nawet rtg. celowane na „siodło tureckie”, bo bał się guza przysadki). powiedział, że tarczyca zareagowała na stres – powiększyła się. Miałam lęki, zasłabnięcia, kołatania serca – stwierdzono wole tarczycowe. Leków, poza Neospazminą, nie dostawałam. Zaburzenia snu, koszmary senne utrzymywały się do ok. 20 roku życia. Studia w Rosji – było lepiej – jadłam tam dużo owoców i warzyw, nie jadłam chleba, nie piłam mleka – to lata 90.te, „pieriestrojka”. Studia kończyłam w Gdańsku – zmiana diety, powróciły bóle brzucha, zasłabnięcia, niedocukrzenia”. Kolejne badania i usg tarczycy wykazały drobne torbielki i guzek ze zwiększonym przepływem, ale hormony były „w normie”. Biopsja nic nie wykazała. W kolejnych latach urodziłam dwoje dzieci przez cesarskie cięcie (przy pierwszym straciłam bardzo dużo krwi). Przez wiele lat miałam znaczną niedokrwistość. Dziesięć lat temu sprawdziłam tarczycę, bo nie mogłam wciąż poradzić sobie z niedokrwistością, suchością i świądem skóry. Kolega endokrynolog powiedział, że to początki Hashimoto (TSH wynosiło 2,8), „zalecił” obserwację. Potem otworzyłam specjalizację z endokrynologii. Na stażach spotykałam coraz więcej pacjentek z Hashimoto. Traktowane były, jak hipochondryczki, bo miały mnóstwo różnych objawów, a TSH, jako „główne badane” wykazywało (u większości z nich) tzw. normę.
Trafiłam na mądrego endokrynologa, prof. Siekierzyńskiego, który naświetlił, jak przebiega ta choroba. Nie miał dużej empatii dla pacjentek, ale uświadomił, że w Hashimoto istnieje wiele innych zaburzeń, że choć choroba sama nie zabija, to wyczerpująco pogarsza komfort życia (wtedy pokutowała teza, że jeśli pacjent ma ujemne przeciwciała, to nie ma Hashimoto – ja byłam właśnie w tej grupie). Zaczęłam mieć wątpliwości. Kluczowym momentem stało się nasilenie bólów brzucha i decyzja o gastroskopii, która wykazała nasilone zmiany zapalne – zakażenia helicobacter pylorii, stan przedrakowy (tak nas uczą!), więc zgodziłam się na eradykację, czyli leczenie 6 tygodni 3 antybiotykami! I zaczęła się równia pochyla: włosy wypadały garściami, puchłam pod oczami i na podudziach, było mi zimno, spałabym cały dzień, pojawiły się zmiany pokrzywkowe, świąd skóry, głowy, waga wzrosła (brzuch przestał boleć na ok. 2 miesiące). Natknęłam się na informacje o diecie – bezlaktozowej, bezglutenowej, bezcukrowej. Zaczęłam ją stosować oraz przyjmować: probiotyki, żelazo, wit.D3, kwas omega-3, cynk i Letrox. Od 5 miesięcy przyjmuję też Thybon (liotyronina, czyli t3), bo było mi zimno. Od miesiąca biorę jod – uczucie zimna ustąpiło, ale waga nie powróciła, choć ćwiczę 4 razy w tygodniu, nie palę, nie piję alkoholu. Obserwuję poprawę – włosy lecą mniej. Wykonałam też badania moim dzieciom: córka (22 lata) i syn (18 lat) mają zmniejszoną objętość tarczycy ze zwiększonym przepływem, mają niedoczynność. Moja mama i siostra mają Hashimoto. W swojej pracy przyjmuję dużo Hashimotek (przewagą są kobiety), na różnym etapie diagnostyki, często towarzyszą im różnorodne objawy. Najczęściej skarżą się na stałe zmęczenie, senność i wypadanie włosów. Znaczna część ma współistniejący niedobór wit. D3 – dający podobne objawy, jak niedoczynność (poza wzrostem masy ciała) oraz niedobór żelaza (warto oznaczyć poziom ferrytyny). Spora część z nich jest już leczona, ale i zniechęcona do tyroxyny – nie widzą spektakularnych efektów i szukają przyczyn złego samopoczucia. Ciężko jest przekonać pacjenta do zmiany diety, wyeliminowania produktów. Aby opanować chorobę trzeba zacząć od źródła, tj. od jelita. Wiem to doskonale.


Ilona Machajska-Glińska, 33 lata, Warszawa, prawnik: Zostałam zdiagnozowana w lutym 2010r., ale sądzę, że zachorowałam w ciąży – miałam problemy z utrzymaniem ciąży, bardzo źle ją znosiłam, tyłam (w dniu porodu ważyłam 98 kg., a nie obżerałam się!). Jako dziecko byłam chudziutka. Zaparcia to był mój olbrzymi problem w okresie dojrzewania, parę razy skończyło się ostrymi bólami brzucha, traciłam przytomność. Od czasu przyjmowania hormonów jest odwrotnie – biegam do toalety parę razy dziennie. W 2004r. rozpoczęłam dorosłe życie: ślub, dziecko przeprowadzka do teściowej, studia, praca. Miałam mnóstwo energii, nie mogłam usiedzieć w miejscu. I nagle, jakby ta cała energia ze mnie uszła. Do wszystkiego musiałam się zmuszać. Padałam o godz. 20 wraz z synkiem! Doszły silne objawy: mdłości, problemy jelitowe, zawroty głowy, utrata równowagi (codziennie „helikoptery”, jak po alkoholu). Stałam się marudna i smutna. Byłam przerażona. Skierowano mnie do szpitala na Sobieskiego i przebadano neurologicznie – podstawowe badania krwi nic nie wykazały. Po serii badań i testów neurolog rozłożył ręce. Na koniec rzucił od niechcenia, żebym zbadała hormony tarczycy. Bingo!” Wizyty u endokrynologa, kolejne badania i diagnoza: Hashimoto i niedoczynność tarczycy. Dostałam hormony. Waga spadła, miałam więcej energii. Po roku leczenia zdecydowałam się rozstać z mężem – do tej pory nie miałam siły! Problemy jelitowe utrzymywały się, bardzo schudłam. Badałam się gastrologicznie, ale niczego nie stwierdzono. Dostałam nową pracę, prestiżową, dobrze płatną i ekstremalnie stresującą. Stres trwający ok. 2 lat wywołał powrót choroby – waga wzrosła, zaczęły się kłopoty ze snem, nasiliły bóle brzucha, pogorszyły wyniki morfologii, pojawiły lęki, kołatania serca i zaniki oddechu przed snem. Znów nie miałam siły na nic. Szukałam pomocy – dużo czytałam, natrafiłam na Facebooku na grupę wsparcia, tam dowiedziałam się, że mogę mieć nietolerancję glutenu, laktozy. Na szczęście już nie pracuję w tym „kołchozie”, mniej stresuję się, Najgorsze są dni otępienia – ja nazywam to „spuchniętym mózgiem”. Mgła mózgowa bardzo utrudnia życie – w pracy powinnam być bystra, uważna, gdyż każda pomyłka może mieć nieodwracalne skutki.

Codziennie zmagam się z koszmarem bezsenności – kiedyś zasypiałam bardzo wcześnie, a teraz na przemian – parę dni wręcz padam, a później nie mogę wcale spać. Jestem bardzo wybuchowa i krzykliwa – kiedyś taka nie byłam. Od czasu kiedy zaczęłam przyjmować hormon jestem ekstremalnie chuda – przy 171 cm, ważę 55 kg. Powinno mnie to cieszyć, ale okupione jest to 6 latami bólu brzucha – codziennie! Ponowne badania pod kątem gastrologicznym nic nie wykazały. Doszłam do wniosku, że to nietolerancja pokarmowa, niewłaściwe wchłanianie, cieknące jelito. Eliminuję laktozę, ograniczam gluten, piję świeże soki warzywne. Brzuch nie boli. Ponieważ Hashimoto można dziedziczyć sprawdzam też synka (11 lat), ze względu na pewne jego dolegliwości, które mogą być pochodną chorej tarczycy, np.: jest pulchny – mimo, że uprawia sport, ma alergię i problemy jelitowe (od urodzenia), ma problemy z koncentracją i zasypianiem, stwierdzono też dysortografię. Jego wyniki badań są wciąż „w normie”. Dodam, że brak wsparcia ze strony otoczenia jest frustrujący. Mam wrażenie, że znajomi traktują mnie, jak histeryczkę, bo często wybucham. Mój mąż i jego mama uważali, że jestem leniwa. Przyjaciółka, gdy powiedziałam, że odkładam egzamin adwokacki, zarzuciła mi brak ambicji, a ja wiedziałam, że nie dam rady intelektualnie. Mam wsparcie w mamie (57 lat), która też ma Hashimoto.


Marta, 30 lat, Wrocław, pracuje w firmie outsourcingowej: Od grudnia 2015r. oficjalnie jestem Hashi. Diagnoza – strach, żal i złość! Sądzę, że przyczyna zachorowania może leżeć w stresie i przyjmowaniu dużej ilości antybiotyków (częste anginy); gdy miałam 2-3 lata przeszłam 2 operacje na kamicę nerkową. Byłam nastolatką, gdy zmarł mój tato. Wychowywała mnie mama. Potem miałam poważny wypadek samochodowy. Głęboko odczułam też śmierć ukochanego dziadka. Nigdy nie chciałam być gorsza – już w liceum były problemy, aby szybko opanować materiał; spałam, jak szalona! Nie poddawałam się, byłam nastawiona na motywację, sukces – pomagały mi książki, np. B. Tracy. Obecnie, bo w wieku 30 lat kończę filologię niderlandzką. Odkąd pamiętam, narzekałam na zmęczenie, ospałość i zimo. Lekarze patrzyli na mnie, jak na taką, co szuka dziury w całym. Mam też problemy ze strony żołądka – bóle. Trzech gastrologów w ciągu 2 lat – każdy przepisywał leki, które zupełnie nie pomagały. ŻADEN nie zaproponował badań! Wypadały mi włosy, brwi. Bolesne miesiączki to norma (ostatnio nie pomogło nawet 8 tabletek p/bólowych w ciągu jednej nocy); odczuwam spory dyskomfort podczas owulacji. I CODZIENNE zmagania z brakiem koncentracji, zmęczeniem, apatią i sennością! W pewnym momencie stwierdziłam, że MUSZĘ SAMA COŚ ZROBIĆ, bo zwariuję! Zaczęłam szukać, czytać, była audycja w radiu… Ilość informacji mnie przerastała. Niedawne USG wykazało, że moja tarczyca przypomina ser szwajcarski. Badania przeciwciał potwierdziły, że mam Hashimoto. Walczę. Piekę chleb, gotuję bez glutenu, laktozy i cukru.

Do pracy wstaję o 6 godz.; potem 8 godzin w skupieniu – to dla mnie zdobywanie najwyższych i najbardziej stromych szczytów! Są dni kiedy nie mam siły wstać, wtedy narzeczony delikatnie tuli i całuje mnie. Pomaga. [uśmiech]. Moja praca wymaga skupienia i uwagi – udzielam pisemnie informacji klientom firmy telekomunikacyjnej. Gdy pojawia się kryzys wychodzę na krótką przerwę. Jestem zaręczona z cudownym człowiekiem – Przemek wspiera mnie, pomaga – przypomina o braniu leków, o badaniach. Gdy myślę, że przez chorobę nie będę mogła mieć dzieci, płaczę, on bierze mnie w ramiona, tłumaczy, że damy sobie radę. Jest facetem – marzeniem! Dla niego staram się panować nad emocjami, nad wybuchami złości, nad krzykiem. Nawet mała rzecz potrafi mnie doprowadzić do furii – wystarczą źle ustawione kubki, czy inna błahostka. Staram się (ale nie zawsze się to udaje) nie wybuchać agresją i nie robić awantur, bo to wykańcza i mnie i mój związek. Moja rodzina jest poinformowana o chorobie. Wytłumaczyłam, że zmęczenie, brak koncentracji, senność, to nie wynik fanaberii i lenistwa, ale skutek choroby. Czasami zastanawiam się – może faktycznie jestem leniwa, beznadziejna? Wtedy wracam na forum, gdzie czytam, że są nas tysiące, to mnie uspokaja.


Przemek (38 lat, Wrocław) zapytany, co czuje, gdy Marta nagle wybucha złością, odpowiada: Po pierwsze jest to uciążliwe, gdy osoba, którą kochasz – między innymi za jej pozytywne cechy, czułość, dobroć – nagle zachowuje się okropnie. Zdarza się to nagle, często bez przyczyny. Jest to dla mnie bardzo bolesne. Ciężko mi się z tym pogodzić. Natomiast z drugiej strony wiem, że to choroba (jej skutki) i staram się zrozumieć, puścić w niepamięć. Staram się wspierać. Dlatego potrzebne jest dzielenie się wiedzą o chorobie z partnerem – bez wsparcia może dojść do rozpadu związku.


Ona: Mam Hashimoto – od 11 lat na Euthyroxie, doszłam do dawki 150. Lekarka nic mi nie zleca poza badaniem TSH, a USG i biopsję tarczycy miałam tylko raz, 11 lat temu! Przez ten czas z 55kg. doszłam do 100kg.! Na moją zdecydowaną prośbę walki z otyłością lekarka przepisała mi Letrox 150 i Glucophage 500 – na obu jestem od 2 lat i stałam się ociężałym potworem – dodam, że w miarę tycia jestem coraz mniej aktywna fizycznie. Gdy zapytałam ją o związek tycia z chorobą, odpowiedziała: „Mniej żryj!". Zatkało mnie! W milczeniu wyszłam z kolejną receptą…


On: Walka z Hashimoto to nie jest walka dla „sprinterów", to nie jest walka dla ludzi idących „na skróty". W walce z Hashi mamy przeciwko sobie prawie wszystkich, z lekarzami i rodzinami włącznie. Najczęściej słyszymy: „Przecież wyniki masz w normie", „przecież masz grupę wsparcia”. Hashi, to choroba podstępna, aby znaleźć przyczynę trzeba wsparcia lekarzy i rodziny, potrzeba też cierpliwości, poszerzania wiedzy oraz przygotowania się na wyrzeczenia (odwyk od pewnych produktów). W tym maratonie nie ma sędziego – sędzią jest organizm, a skazańcem, tarczyca i brak równowagi hormonalnej – a co za tym idzie, mogą to być: depresje, kłopoty zajściem w ciążę, inne liczne choroby towarzyszące. Hashimoto to choroba, której jednym z objawów jest zapalenie tarczycy. Jednym z wielu! Dlatego jest tak ważne, aby poznać swój organizm i jego reakcje. Możemy pomagać sobie wzajemnie wspierając się, pisząc jak osiągamy poprawę w samopoczuciu. Wyjątkowo zdarza się partner z empatią, który rozumie, wspiera i nie zostawia partnerki/partnera z Hashi w czasie, gdy ten potrzebuje więcej ciepła i zrozumienia. Ja takiej pomocy nie miałem i nie mam – jestem facetem, a Hashimoto, to „podobno” choroba kobieca..."

czwartek, 25 czerwca 2020

Zrobił zdjęcie córeczce na wakacjach, jednak to nie ona zaciekawiła internautów. Gdy ojciec to zauważył zbladł.


Na wakacjach we Francji ojciec postanowił zrobić zdjęcie swojej córeczce na łódce. Zdjęcie to natychmiast stało się bardzo popularne, jednak nie ze względu na dziewczynkę. Na zdjęciu było coś jeszcze, czego początkowo ojciec nie dojrzał.




Fotografię tą obejrzało 10 tysięcy osób. Co na niej było poza dziewczynką?
Rodzice Katy i Bob zabrali swoją córeczkę na wakacje na wybrzeże Francji, gdzie wynajęli łódź. Fotografiami wykonanymi na wakacjach z radością dzielili się w sieci.

Internauci zwrócili uwagę na jeden szczegół. Jednym z komentujących był były biolog, który napisał, ze na zdjęciu jest wieloryb. Zwierze to występuje głównie na wodach oceanicznych, a nie na płytkich wybrzeżach. To świadczyło o tym, że coś jest nie tak.




Mężczyzna postanowił zgłosić sprawę. Straż przybrzeżna wezwała marynarkę wojenną. Gdy nurkowie zeszli pod wodę okazało się, że rzeczywiście jest tam wieloryb. Utknął on w tonach plastiku. Akcja ratownicza trwała wiele godzin.




Ta historia nauczyła mieszkańców dbania o środowisko. Postanowiono też przeprowadzać wieloskalowe działanie oczyszczania wód.






poniedziałek, 22 czerwca 2020

Maryla Rodowicz nago biegała po hotelu.


Maryla Rodowicz od ponad 50 lat jest jedną z najbardziej znanych polskich gwiazd. Prowadziła ona zawsze ciekawe życie. Na podstawie jej życiowych historii mógłby powstać niezły film.




Rodowicz w wywiadzie dla Kuby Wojewódzkiego i Piotra Kędzierskiego w radiu Newonce opowiedziała o swojej burzliwej miłości z pewnym fotografem, którą chciała zakończyć.

W latach 70. Maryla już była wielką gwiazdą. W tym czasie miała romans z fotografem, z którym jak się okazało chciała zakończyć swoją przygodę. Niestety wybrała nieco nieodpowiedni czas i miejsce na rozstanie się.




-Leżałam w łóżku goła i właśnie mu powiedziałam: "Właśnie się z tobą rozstaję". I on mówi: "To ja ci nie oddam twoich ciuchów". Miałam następnego dnia samolot do Mediolanu na jakieś koncerty, Ale patrzę, że na stoliku leżą jego kluczyki do Fiata 125p. Więc się zerwałam, złapałam te kluczyki jak kretyn i wybiegłam na korytarz. Była noc! - wyznała Rodowicz.

Niestety piosenkarka nie została niezauważona.




- W Grand Hotelu są takie wnęki i dopiero drzwi. Ja się przytuliłam do ściany, ale szła, niestety, pokojowa. Nie wiem, co ona sobie pomyślała. Oczywiście on mnie gonił po tym hotelu. Odebrał mi kluczyki. Daleko nie uciekłam. W końcu wróciłam do pokoju, a on zniknął - powiedziała Maryla.

Maryla postanowiła zgłosić tę sytuację na policję, gdyż chciała odzyskać swoje ubrania, które zabrał jej fotograf.




- Następnego dnia chciałam odebrać ciuchy, ale było zamknięte. Więc pojechałam na komendę. Oficer, całkiem przystojny, powiedział, że go znajdą. Siedziałam na komendzie, a oni go szukali po nocnych knajpach. Potem go znaleźli i przywieźli. I to było bardzo niemiłe, bo on komentował: "Weź te swoje szmaty" - skwitowała Rodowicz.


Szokujący eksperyment blogerów: Przygotowali taką samą listę zakupów i zrobili je w Polsce i Niemczech, a następnie porównali. Nie uwierzysz, jaki jest wynik!

  Polscy młodzi blogerzy: Dawid i Kuba wpadli na pomysł, aby sprawdzić, gdzie można kupić taniej? W Polsce czy w Niemczech? Przygotowali ...